MAJOWY WYPAD NA MAZURY
Wycieczki lubią wszyscy, zwłaszcza kilkudniowe. Nie ma więc co się dziwić, że czekamy na nie z niecierpliwością. Tak było i tym razem.
Gdy nadszedł 18 maja, wszyscy byliśmy weseli. Nieważne, że trzeba było wcześnie wstać, najważniejsze, że ruszaliśmy na Mazury. Po drodze odwiedziliśmy Wilczy Szaniec, czyli kwaterę główną Adolfa Hitlera w latach 1941-1944. Tam nie tylko oglądaliśmy pozostałości betonowych budowli, ale również mieliśmy okazję jechać odkrytym wozem wojskowym. Drugi dzień obfitował w wiele atrakcji. Odwiedziliśmy miejscowość Iznota, w której mieści się wioska Galindów - poznaliśmy ich życie i zwyczaje. Potem płynęliśmy łodziami po Krutyni, a wtedy... oj, działo się, działo! Przeżyliśmy prawdziwą bitwę wodną i wyścig łodzi napędzanych... i tu uwaga - dłońmi i butelkami! Ależ to była zabawa! Wrażeń z pewnością nikomu nie brakowało! Niektórzy byli przemoczeni niemalże do suchej nitki, ale przygrzewające słońce szybko wszystko osuszyło. Po wodnych atrakcjach udaliśmy się do Kadzidłowa, gdzie spacerowaliśmy po rezerwacie dzikich zwierząt. Mieliśmy niepowtarzalną okazję podziwiać przepiękny ogon pawia, karmić osiołki i obserwować dumnie przechadzającego się łosia. Trzeciego dnia, w drodze powrotnej do domu, odwiedziliśmy jeszcze Pola Grunwaldzkie i zgłębiliśmy naszą wiedzę na temat słynnej bitwy z 1410 roku.
To była udana wycieczka. Z pewnością co nieco się nauczyliśmy, ale poza tym mieliśmy czas na to, aby pobyć ze sobą. Tego właśnie wszyscy potrzebujemy.
M. Krajewska